Plan to marsz do Tokio

Rozmowa z Antoniną Lorek, chodziarką AZS AWF Kraków

- Do tego doszło (dosłownie), że kobiety już walczą w chodzie sportowym na morderczym dystansie 50 km. Tak jak mężczyźni!

- Tak, nastąpiło równouprawnienie. Od dawna zawodniczki chodu domagały się wprowadzenia dla nich dystansu 50 km dla nich. Najdłużej mogły chodzić na 20 km, natomiast na dłuższej trasie tylko mężczyźni, co zostało traktowane przez kobiety jako dyskryminacja. W końcu mamy zgodę, zawodniczki ścigają się w chodzie na 50 km już drugi rok.

- I Pani ma już za sobą dwa takie starty…

- Zadebiutowałam na 50 km w tym roku podczas mistrzostw Polski w słowackich Dudincach, a potem startowałam w litewskiej Olicie. Jestem zadowolona z debiutu. W Dudincach pomaszerowałam po brąz mistrzostw krajowych. Akurat medal tu nie był wydarzeniem, bo na starcie w pierwszy raz przeprowadzanych mistrzostwach kraju w chodzie na 50 km dla kobiet stanęły tylko trzy zawodniczki, natomiast sztuką było dojście do mety. Byłam pełna nadziei i ambicji, ale nie wiedziałam czy dam radę. Okazało się, że tak. Natomiast w gronie wszystkich wtedy 20 startujących tam chodziarek polskich i zagranicznych byłam siódma, co jak na debiut jest dobrym wynikiem. Na Litwie z kolei w ramach Pucharu Europy poprawiłam rekord życiowy i wynosi on teraz 4.46.44 godz.

- Mężczyźni chodzą godzinę szybciej. Pamięta Pani rekord Roberta Korzeniowskiego na tym dystansie?

- Mam 24 lata, występów pana Roberta, który startował do 2004 roku, nie pamiętam, ale wiem, że podczas mistrzostw świata w Paryżu ustawił rekord świata w granicach 3.36 godz. Kobiety uprawiają ten dystans od niedawna, siłą rzeczy na początku wyniki mają wyraźnie słabsze, ale już czołówka na świecie nadrabia dystans do mężczyzn i różnica wynosi znacznie mniej niż godzina.

- Niemniej to morderczy dystans, nawet maraton jest krótszy. Nie ma trudności, kryzysów na trasie lub za metą?

- Jestem pozytywnie nastawiona do tej konkurencji, nie lękam się jakichś przeszkód. Owszem, bywa się po wyścigu odwodnioną, dopada też kryzys, jak u mnie na Litwie, gdzie niesiona odpowiedzialnością za wynik drużyny w Pucharze Europy, pomaszerowałem najpierw za szybko. Jednak przezwyciężyłam chwile trudne. W Dudincach za metą, kiedy położyłam w namiocie, miałam dreszcze, to był efekt wysiłku i odwodnienia. Niby punktów z wodą na trasie nie brakuje, ale nieraz z wysiłku żołądek jest tak ściśnięty, że trudno nawet płyny przełknąć. Wtedy oblewam się wodą, daje ulgę.

- Jak wiele trzeba trenować, aby pokonywać 50 km?

- W okresie przygotowawczym, a praktycznie cały rok, 15-40 km marszu dziennie, po zawodach trochę mniej. Marsze urządzam bulwarami wiślanymi lub w Parku Lotników. Wolne od treningów mam tylko krótko na święta zimą. Ponadto pływam, uprawiam sporty ogólnorozwojowe.

- Dlaczego wybrała Pani chód sportowy?

- Jestem z Krakowa, podczas zawodów szkolnych wyparzył mnie trener Roman Kołodziej z AZS AWF Kraków i zaprosił na treningi. Jednak nie podobały mi się konkurencje biegowe, szukałam czegoś innego, aż znalazłam chód.|Nawet sama opracowałam sobie technikę chodu i zwróciłam się do trenera w klubie Wacława Mirka, który od lat zajmuje się chodem. Od tej pory jest moim szkoleniowcem i jemu zawdzięczam, że czynię postępy, tak jak dziękuję rodzicom za wsparcie i pomoc sponsorska, bo innej nie mam. Pomaga mi też pani psycholog Magdalena Celuch. Teraz klub mi obiecuje sfinansowanie zajęć fizjoterapeutycznych. Moje treningi chodu jednak zostały przerwane chorobą, ale po 3 latach wróciłam do zajęć. Sport bowiem jest moją pasją, celem, obecnie stawiam go na pierwszym miejscu z życiu.

- To znaczy można spodziewać się ciekawej kariery w chodzie?

- Środowisko chodu walczy, aby w programie igrzysk olimpijskich w Tokio znalazł się dystans 50 km dla kobiet. Moim marzeniem jest zostać olimpijką, pojechać do Japonii. W tym roku na mistrzostwa świata lekkoatletów w Doha się nie załapię, bo mój czas jeszcze odbiega od minimum PZLA , ale za rok chcę poprawić swój rekord życiowy o wiele minut. Niestety, słyszymy, że po 2021 roku nastąpi skreślenie chodu na 50 km kobiet i mężczyzn z wielkich imprez, skróci się te dystanse do 30 km. Zobaczymy…

- Nie tylko sportem Pani się zajmuje?

- Jestem na 3 roku kierunku rzeźby na krakowskiej ASP. Ukończyłam licem plastyczne, dlatego wybrałam tę uczelnię. Zajmuję się rzeźbieniem w glinie, ceramiką, nawet byłam na praktyce z garncarstwa w Izraelu, gdzie przy okazji trenowałam chód z miejscowym trenerem. Ostatnie lata studiów tak zaplanuję, aby pogodzić je z intensywnym uprawianiem sportu.

Rozmawiał: Jan Otałęga